Przed wyjazdem udało się dopiąć jeszcze kilka rzeczy, m.in. zabezpieczyć całe auto folią PPF w Detailing Crafts, żeby ograniczyć ryzyko, że ktoś na przykład zahaczy guzikiem od spodni bo będzie się przeciskał między autami... A niestety i takie rzeczy się zdarzają - ludzi się nie upilnuje.
A i tak raz o mało nie dostałem zawału, bo niestety niedaleko aut rozstawiła się pewna bogata rodzina i mimo, że sami mieli na swoim stoisku m.in. Lambo, to nie mieli problemu z tym, że ich najmniejsze dziecko jeździ sobie z metalowym wózkiem pomiędzy autami i trzeba było im zwracać uwagę. Za to jeden z dziadków później bezczelnie wziął sobie kolegi krzesło jakby było jego i po grzecznym zwróceniu uwagi, z wielkim fochem oddał, zrzucając z wysokości zamiast normalnie odstawić jak człowiek... Masakra, taki typ ludzi co pływają w hajsie, więc uważają że wszystko im wolno...
Ale żeby nie było tak negatywnie, to - pomimo sporego stresu, bo naprawdę ciężko mieć cały czas oczy dookoła głowy i pilnować auta - było bardzo fajnie. Smoczyca wzbudzała spore zainteresowanie i słyszałem same miłe komentarze. I to chyba szczere, bo wymieniane głównie między oglądającymi, a nie w rozmowie ze mną. Poza kilkoma wyjątkami gdzie pogadaliśmy osobiście, bo akurat ktoś mnie złapał przy aucie, głównie siedziałem schowany lekko z tyłu, a przy aucie postawiłem stojak z opisem - nie jestem zbyt społeczny i stresuje mnie takie skakanie wokół auta i opowiadanie, więc jedynie słuchałem.
Trochę tym razem mi wyszło niechronologicznie, ale trudno. Przed samym wydarzeniem, poza tabliczką, zdecydowałem się też na naklejenie adresu bloga na szyby. Ogólnie nie podoba mi się oklejanie w ten sposób auta, więc postawiłem na dyskretne, niewielkie napisy w kolorze w miarę zbliżonym do lakieru, żeby za bardzo się nie odróżniały.
Nie planowałem otwierać maski, ale na wszelki wypadek wysprzątałem do końca i zmieniłem korek wlewu oleju. Jakiś chiński, ale nie przepuszcza, a chciałem coś, co nie wygląda jak zwykły chamski plastik z logiem Castrola czy czegoś tam.
Przed wyjazdem, a po oklejeniu chciałem jeszcze wyeliminować problem podłogi bagażnika leżącej na rurze wlewu, więc obie części wyposażyłem w gumowe nóżki. Wyszło tak pół na pół dobrze, bo już nie opierają się na rurze, ale przez to, że są lekko wyżej, to prawa strona zapiera się o rozpórkę z tyłu i lekko sprężynuje - do poprawy w wolnej chwili.
Żeby godnie reprezentować projekt, wyposażyliśmy się z żoną w bluzy na tę okazję - na tę i na przyszłe spoty, zloty itd.
A już zupełnie dla siebie, jako symbol wytrwałości że dożyłem wyjazdu i jakoś mimo wszystkim przeciwnościom dopiąłem zakończenia odbudowy, strzeliłem sobie tatuaż. Co prawda nigdy nie planowałem jakoś tatuażu, raz rzuciłem że jak w końcu kiedyś wyjedzie, to chyba sobie zrobię logo. No to słowo się rzekło.
Na koniec jeszcze kilka zdjęć na szybko zrobionych po ustawieniu aut przez organizatorów.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz