Zacznijmy od przygotowań, żeby było chronologicznie. Trzeba było poszukać ładnych listewek przy dywanie, bo niestety moje stare wszystkie miały poułamywane narożniki. Nie znaleźliśmy też pasujących maskownic nad nogami kierowcy i pasażera, więc również trzeba było je zdobyć.
Niestety na czas nie przyjechała ekipa od wstawienia szyb, więc nie było co liczyć na to, że przejażdżka będzie "normalna". Aczkolwiek wszystko do montażu szyby zostało już przygotowane.
Wspomniane wcześniej listewki również zostały już zamontowane na swoim miejscu, przyciskając już na gotowo dywan.
Do wyjazdu brakowało już w zasadzie tylko kierownicy i fotela kierowcy. Kierownica póki co została założona taka na sztukę, fotel wylądował już docelowy. Jego obsługa wymagała odpowiedniego poziomu czystości.
No i sam wyjazd! Pierwsze wrażenie niesamowite, móc znowu zasiąść za kierownicą tego auta to super przeżycie. Starałem się nie dać emocjom i mimo wszystko nasłuchiwałem i obserwowałem, starając się wyłapać wszelkie niepokojące dźwięki czy inne sygnały. Po wyjechaniu z hali i przejechaniu około 20 metrów, podczas których auto zgasło kilka razy ze względu na moją nieumiejętność operowania nowym spiekiem... skończyło się paliwo. Wykorzystałem chwilę żeby ochłonąć, zrobiłem pamiątkowe zdjęcie (w tytule posta) i pojechałem po 10 litrów benzyny.
I tu niestety fajne przeżycia się kończą. Po dotankowaniu auto już nie odpaliło. Włączały się tylko na zapłonie wentylatory i tyle. Po szybkim przejrzeniu okazało się, że wywala bezpiecznik od EMU. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może jakieś kabelki się uszkodziły podczas ostatniego przeciągania wiązki przez uszczelki obudowy komputerów, a może coś innego. Tak naprawdę nie wiadomo, czy auto zgasło, bo faktycznie skończyło się paliwo, choć fakt że było go mało, czy może właśnie wtedy po raz pierwszy wyskoczył bezpiecznik od EMU. W każdym razie teraz wywala za absolutnie każdym razem, kiedy tylko włączy się zapłon. Czekamy na wizytę elektryka 8 maja...








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz