Między innymi doczekaliśmy się w końcu pasów od zewnętrznej firmy. Masakra, że trzeba było czekać tyle miesięcy i się ciągle upominać, no ale są. Wiem, kolor kontrowersyjny ale tak sobie wymyśliłem i podoba mi się jak kontrastuje ze złotym.
Wcześniej przymierzany zderzak zagościł na miejscu, wraz z uszczelką. Niestety, uszczelki do E34 nie są już dostępne. Do E32, które stosowałem 11 lat temu, również. Na szczęście od E39 pasują, po lekkim przycięciu.
Trzeba było też skleić półkę wokół gałki biegów, która była lekko nadpęknięta od spodu.
Czujnik zadymienia, konieczny do poprawnego działania klimatronika, po delikatnym odświeżeniu również znalazł swoje miejsce - zbliżone do oryginału.
Jeszcze na koniec wydech, a przynajmniej ta jego część, którą na razie mamy.
No i mamy auto na kołach. Póki co nie ma go jak odpalić, ale to już kwestia dni. Żeby nie tracić czasu, jeszcze kilka elementów wnętrza, które nie wymagają drzwi otwartych na całą szerokość, wpadnie na miejsce.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz