Tak jest, zaczynamy montaż środka auta. Jak zwykle, taki większy temat siłą rzeczy zostanie podzielony na części, przy czym spodziewam się, że większe rzeczy pójdą na trzy, może cztery rzuty.
W części pierwszej mamy deskę i tunel. W dalszym etapie wpadnie podsufitka ze słupkami, a w ostatnim rzucie (o ile uda się zgrać kanapę z boczkami czasowo) cała reszta. Na koniec pewnie zostaną jakieś dodatki, typu zaślepki, pasticzki. Zapraszam.
Dla niechcących się zagłębiać w raczej niezbyt tym razem ciekawe szczegóły, od razu dałem najważniejsze zdjęcie na miniaturkę. A drugi powód to taki, że to jedyne zdjęcie w poziomie z tej operacji. W każdym razie, doszliśmy do etapu świateł, a te jak chyba już tylko najwytrwalsi archeolodzy mogli się dokopać na blogu, miałem wcześniej trochę poprzerabiane. Te przeróbki chciałem odzyskać i teraz, ale z pewnymi zmianami.
Nadszedł czas na kolejny post z serii "nie wiem gdzie to wsadzić". A mianowicie, jest to zbiór kilku kolejnych tematów realizowanych w tak zwanym międzyczasie, w przerwach, lub przy okazji załatwiania większych czy też poważniejszych rzeczy. Dla tych, co nie chcą tracić czasu - tym razem trochę kadmowanych elementów, listwa zderzaka, listwy błotników, stabilizator i trochę elektryki.
Jak pewnie pamiętacie, w kwestii dolotu Smoczyca była wcześniej wyposażona w stożek. Nie żeby nie spełniał swojego zadania (no, może był mały minusik), ale przede wszystkim był mało estetyczny. Niby rura była cała wyspawana, ale jakościowo taka sobie, z nierównościami wewnątrz. Niby rura była oklejona folią termiczną, ale i tak była ciepła, bo - niby stożek był odizolowany przesłoną od ciepłego powietrza spod maski, ale nie była ona szczelna. Należało to poprawić.