Postęp projektu

Postęp projektu

  • Stan BDB
  • Wygląd zewnętrzny
  • Podwozie
  • Zawieszenie
  • Hamulce
  • Swap
  • Wnętrze
  • Doładowanie

piątek, 16 października 2015

Podsumowanie prac po 2 tygodniach

Postęp składania auta póki co można określić jako "powoli do przodu". Na tym etapie wychodzą często różne kwiatki, typu jakieś głupie plasticzki, które po zdjęciu już nie chcą się wpasować ponownie i trzeba zamawiać nowe.
To co się da, mam zamiar kupować używane, ale większość elementów jednak musi być nowa. Niestety, graty w ASO mają wręcz kosmiczne ceny, odkąd E34 została przeniesiona do działu BMW Klassik.



Błotniki
Pierwsze co musiałem zrobić po odebraniu auta, to ściągnięcie błotników. Chłopaki i tak załapali je tylko na kilka śrub, bo mówiłem, że będę je zdejmował. Błotniki po lakierowaniu objechali od środka barankiem, ale to nie jest wystarczająca ochrona. Po skonsultowaniu się ze znajomym blacharzem postanowiłem pomalować je od środka całe Bitexem. Nie spuszczałem się nad tym jakoś specjalnie, jako że i tak efektów pędzlowania nie będzie widać na zewnątrz, ale wyszło to bardzo estetycznie, bez zacieków.

A tak wyglądały doły błotników (na przykładzie prawego, bo lewy już zdążyłem przykręcić:






Klapa
Drugi temat to zamek w klapie bagażnika. Osoba składająca klapę nie wiedziała chyba do końca jak powinny iść druty od zamka, więc klapa po zatrzaśnięciu stwierdziła, że więcej się nie otworzy. Już miałem przed oczami wizję wycinania dziury pod lampą, żeby włożyć rękę do środka, ale po kilku manewrach kluczykiem udało się ustawić wkładkę pod takim kątem, że wcisnęła drut od zamka i klapę udało się otworzyć.
Jednak to nie koniec historii. Po przeciągnięciu wiązki i podłączeniu wszystkiego (tak mi się wtedy wydawało) osiągnąłem ciekawy efekt. Czy to z pilota, czy z kluczyka w drzwiach samochód zamykał się dopiero za drugim razem (za pierwszym centralny odbijał). Trochę inaczej było z klapą, bo nie zamykała się z pilota, a z kluczyka owszem, ale tylko jeśli był przekręcony w klapie. Nie wiem, czy to ze względu na bardzo późną godzinę, czy jeszcze coś innego nie mogłem załapać, o co chodzi. Dopiero na drugi dzień wpadłem na genialny pomysł poświecenia sobie między blaszkami klapy i znalazłem jeszcze jedną odpiętą wtyczkę od siłownika klapy (są tam dwie - jedna dwu-, druga trójpinowa). "No, teraz będzie git" - pomyślałem. Ale nie było. Czy z pilota, czy z kluczyka auto zamykało się nie do końca - siłowniki stawały w połowie drogi. Po odpięciu wtyczki od zatrzasku, który trzyma klapę i kilkukrotnym ponowieniu prób otwierania/zamykania wszystko wracało do stanu z dnia poprzedniego. Spędziłem kilka dłuższych chwil odpinając i ponownie wpinając wtyczkę przy zatrzasku i co chwilę, za każdym razem z większą złością pytając samego siebie "co jest grane, do chuja wafla". Gdy zdałem sobie sprawę, że nawet po zamknięciu klapy świeci się w bagażniku światło, doznałem olśnienia. Po co przy zatrzasku jakaś wtyczka, skoro sterowany jest drutem sprzęgniętym (pośrednio, przez wkładkę) z siłownikiem? No, po co? No właśnie... Obok zatrzasku jest przycisk, który jest wciskany przez bolec przy zamkniętej klapie i gasi światło. Tak, wiązka klapy nie jest idiotoodporna. Wtyczki od sterowania światłem i od zasilania siłownika są identyczne...
Po poprawnym podłączeniu wszystko śmiga pięknie i o dziwo nic się nie zjarało.

Szyby
Mści się januszowatość poprzedniego właściciela (a raczej jednego z nich, nie chcę oskarżać o takie praktyki Łukasza K., od którego kupiłem Złotą). Jak może pamiętacie, na tunelu środkowym miałem piękne, przeszczepione z Vectry, czy innego badziewia przyciski do szyb. Ktoś kiedyś dołożył elektrykę z przodu i widocznie uznał, że takie pstryczki-sryczki tam pasują. Kłuło mnie to strasznie w oczy, więc jakoś rok temu założyłem w to miejsce normalny, oryginalny panel sterowania szybami. Niestety, to nie był koniec przebojów z szybami. Okazuje się, że ten wybitny specjalista uznał, ze nie warto zawracać sobie głowy takimi bzdurami jak wtyczki i pociągnął kable od szyb bezpośrednio przez przelotkę w drzwiach do przełączników, mimo, że mógł spokojnie wykorzystać wolne piny we wtyczkach drzwiowych. Dzięki temu, lakiernik musiał przeciąć te kable, aby zdjąć drzwi, a więc po odebraniu auta miałem niedziałające szyby.
Niestety, na razie nie miałem możliwości, żeby skołować takie piny, więc postanowiłem przedłużyć kable dla wygody, ale wpisałem to na listę ważnych rzeczy do zrobienia.
Czas na grzebanie przy aucie mam tylko późnym wieczorem i w nocy, więc zdany jestem wyłącznie na siebie. Dodatkowo w garażu nie ma wiele miejsca, po obu stronach między autem a ścianą jest około pół metra wolnej przestrzeni. Trochę się nagimnastykowałem, żeby zlutować przecięte kable jedną ręką, w drugiej trzymając wyjęte z zawiasów drzwi. Musiało to bardzo zabawnie wyglądać, ale, co bardzo mnie cieszy, udało mi się nic nie porysować.

Warunki oświetleniowe i kurz nie ułatwiają uchwycenia efektów lakierowania na zdjęciach, ale coś tam próbowałem cyknąć:






Z takich gorszych rzeczy to właściwie tyle. W międzyczasie dotarła do mnie paczka z Litwy z kilkoma pierdółkami. Zamówiłem nowe plastiki nad klamkami, bo jeden połamałem przy zdejmowaniu (nie wiedziałem jak się ściąga i użyłem siły...), zaślepkę wokół zamka w klapie (ale musi poczekać, aż klapa będzie oklejona czarną folią) oraz uszczelkę tylnego zderzaka i klamry trzymające od dołu kołek ogranicznika drzwi.
Po walce ze sztywną uszczelką udało się nareszcie założyć tylny zderzak. Muszę jeszcze wykombinować coś, żeby wyprostować dół - wszystkie zderzaki ///M mają ten sam problem, a mianowicie opadnięty dół w miejscu, w którym jest montowana zaślepka ucha holowniczego. Podobno to kwestia zmęczenia materiału (wiadomo, młodsze często mają jędrny dół, a wraz ze starzeniem to się zmienia ;)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz